SPES NON CONFUNDIT
Bulla Ogłaszająca
Jubileusz Zwyczajny
Roku 2025
FRANCISZEK
BISKUP RZYMU
SŁUGA SŁUG BOŻYCH
WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZECZYTAJĄ TEN LIST
NIECH NADZIEJA NAPEŁNI SERCE
1. „Spes non confundit”, „nadzieja zawieść nie może” (Rz 5, 5). W imię nadziei Paweł Apostoł napełnia odwagą chrześcijańską wspólnotę Rzymu. Nadzieja jest również głównym przesłaniem zbliżającego się Jubileuszu, który zgodnie ze starożytną tradycją papież ogłasza co dwadzieścia pięć lat. Myślę o wszystkich pielgrzymach nadziei, którzy przybędą do Rzymu, aby przeżyć Rok Święty, a także o tych, którzy nie mogąc dotrzeć do miasta Apostołów Piotra i Pawła, będą go obchodzić w Kościołach partykularnych. Niech to będzie dla wszystkich wydarzenie żywego i osobistego spotkania z Panem Jezusem, „bramą” zbawienia (por. J 10, 7.9); z Tym, którego Kościół ma misję głoszenia zawsze, wszędzie i wszystkim jako „naszą nadzieję” (1 Tm 1, 1).
Wszyscy mają nadzieję. Nadzieja jest obecna w sercu każdego człowieka jako pragnienie i oczekiwanie dobra, nawet jeśli nie wie, co przyniesie ze sobą jutro. Nieprzewidywalność przyszłości rodzi jednak niekiedy sprzeczne uczucia: od ufności do lęku, od pogody ducha do zniechęcenia, od pewności do zwątpienia. Często spotykamy osoby zniechęcone, które patrzą w przyszłość ze sceptycyzmem i pesymizmem, jakby nic nie mogło dać im szczęścia. Oby Jubileusz był dla wszystkich okazją do ożywienia nadziei. Słowo Boże pomaga nam znaleźć ku temu powody. Pozwólmy, aby poprowadziło nas słowo, które Apostoł Paweł napisał właśnie do chrześcijan Rzymu.
Słowo nadziei
2. „Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia dzięki wierze, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa; dzięki Niemu uzyskaliśmy na podstawie wiary dostęp do tej łaski, w której trwamy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. (…) Nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 1-2.5). Św. Paweł proponuje tutaj wiele punktów do refleksji. Wiemy, że List do Rzymian stanowi decydujący krok w jego działalności ewangelizacyjnej. Do tej pory prowadził ją we wschodniej części Imperium, a teraz czeka na niego Rzym ze wszystkim, co reprezentuje w oczach świata: wielkie wyzwanie, któremu należy stawić czoła w imię głoszenia Ewangelii, które nie może mieć przeszkód ani granic. Kościół w Rzymie nie został założony przez Pawła, a on odczuwa gorące pragnienie, by wkrótce do niego dotrzeć, żeby nieść wszystkim Ewangelię Jezusa Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał, jako przepowiadanie nadziei, która wypełnia obietnice, wprowadza do chwały i, opierając się na miłości, nie zawodzi.
3. Nadzieja rodzi się w istocie z miłości i opiera się na miłości, która wypływa z Serca Jezusa przebitego na krzyżu: „Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie” (Rz 5, 10). A Jego życie objawia się w naszym życiu wiary, które zaczyna się od chrztu, rozwija się w uległości wobec łaski Bożej, i dlatego jest ożywiane nadzieją, która, dzięki działaniu Ducha Świętego, jest stale odnawiana i niewzruszona.
To właśnie Duch Święty, swoją nieustanną obecnością na drodze Kościoła, promieniuje w wierzących światłem nadziei: podtrzymuje ją jak pochodnię, która nigdy nie gaśnie, aby wspierać i ożywiać nasze życie. Istotnie, nadzieja chrześcijańska nie zwodzi ani nie rozczarowuje, ponieważ opiera się na pewności, że nic i nikt nigdy nie będzie w stanie oddzielić nas od Bożej miłości: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? […] Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co
[jest]
wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8, 35.37-39). Dlatego nadzieja ta nie ustępuje w obliczu trudności: opiera się na wierze i karmi się miłością, a tym samym pozwala iść naprzód w życiu. Św. Augustyn pisze na ten temat: „Nie można żyć w jakimkolwiek stanie bez tych trzech uczuć duszy: wierzenia, ufania i kochania”[1].
4. Św. Paweł jest wielkim realistą. Wie, że życie składa się z radości i smutków, że miłość jest poddawana próbie, gdy wzrastają trudności, a nadzieja wydaje się załamywać w obliczu cierpienia. Mimo to pisze: „Chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana zaś cnota – nadzieję” (Rz 5, 3-4). Dla Apostoła, ucisk i cierpienie są typowymi warunkami tych, którzy głoszą Ewangelię w kontekście niezrozumienia i prześladowań (por. 2 Kor 6, 3-10). Ale w takich sytuacjach, przez ciemność przebija się światło: odkrywamy, jak ewangelizacja podtrzymywana jest przez moc płynącą z krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. A to prowadzi do rozwoju cnoty ściśle związanej z nadzieją: cierpliwości. Nawykliśmy już, by chcieć wszystkiego i natychmiast, w świecie, w którym pośpiech stał się czymś stałym. Nie mamy już czasu na spotkania, a często nawet w rodzinach trudno jest być razem i spokojnie porozmawiać. Cierpliwość została wygnana przez pośpiech, wyrządzając ludziom wielką krzywdę. Niecierpliwość, nerwowość, czasem nieuzasadniona przemoc biorą górę, rodząc niezadowolenie i zamknięcie.
Ponadto, w dobie internetu, gdzie przestrzeń i czas są wypierane przez „tu i teraz”, cierpliwość nie jest czymś zawsze obecnym w naszym domu. Gdybyśmy nadal byli w stanie patrzeć z zadziwieniem na stworzenie, moglibyśmy zrozumieć, jak bardzo decydujące znaczenie ma cierpliwość. Trzeba czekać na zmianę pór roku z ich owocami; obserwować życie zwierząt i cykle ich rozwoju; mieć proste oczy św. Franciszka, który w swojej Pieśni słonecznej, napisanej dokładnie 800 lat temu, postrzegał stworzenie jako jedną wielką rodzinę i nazywał słońce „bratem”, a księżyc „siostrą”[2]. Odkrycie cierpliwości na nowo jest bardzo dobre dla nas samych i dla innych. Św. Paweł często odwołuje się do cierpliwości, aby podkreślić znaczenie wytrwałości i zaufania do tego, co Bóg nam obiecał, ale przede wszystkim świadczy o tym, że Bóg jest cierpliwy wobec nas, On jest „Bogiem, który daje cierpliwość i pociechę” (Rz 15, 5). Cierpliwość, będąca również owocem Ducha Świętego, podtrzymuje nadzieję i umacnia ją jako cnotę i sposób życia. Dlatego uczmy się często prosić o łaskę cierpliwości, która jest córką nadziei i jednocześnie ją wspiera.
Droga nadziei
5. Z tego przeplatania się nadziei i cierpliwości jasno wynika, że życie chrześcijańskie jest drogą, która potrzebuje również chwil mocnych, aby posilać i wzmacniać nadzieję, niezastąpioną towarzyszkę, która pozwala dostrzec cel: spotkanie z Panem Jezusem. Lubię myśleć, że droga łaski, ożywiona duchowością ludową, poprzedziła ogłoszenie pierwszego Jubileuszu w 1300 r. Nie możemy bowiem zapomnieć o różnych formach, poprzez które łaska przebaczenia została obficie wylana na święty wierny Lud Boży. Przypomnijmy na przykład wielkie „przebaczenie”, którego św. Celestyn V udzielił tym, którzy udali się do Bazyliki Santa Maria di Collemaggio w L’Aquila, w dniach 28 i 29 sierpnia 1294 r., sześć lat przed ustanowieniem Roku Świętego przez papieża Bonifacego VIII. Kościół doświadczał już zatem jubileuszowej łaski miłosierdzia. Jeszcze wcześniej, w 1216 r., papież Honoriusz III przyjął prośbę św. Franciszka o odpust dla tych, którzy odwiedzą Porcjunkulę w pierwszych dwóch dniach sierpnia. To samo można powiedzieć o pielgrzymce do Santiago de Compostela: w rzeczywistości papież Kalikst II w 1122 r. zezwolił na obchodzenie jubileuszu w tym sanktuarium za każdym razem, gdy święto Apostoła Jakuba przypadało w niedzielę. Dobrze, że ten „rozpowszechniony” sposób obchodów jubileuszowych jest kontynuowany, aby moc Bożego przebaczenia wspierała i towarzyszyła drodze wspólnot i osób.
To nie przypadek, że pielgrzymowanie wyraża fundamentalny element każdego wydarzenia jubileuszowego. Wyruszanie w drogę jest typowe dla tych, którzy poszukują sensu życia. Piesze pielgrzymowanie bardzo sprzyja odkrywaniu na nowo wartości milczenia, wysiłku i tego, co istotne. Również w nadchodzącym roku pielgrzymi nadziei nie omieszkają przemierzyć dróg starożytnych i współczesnych, aby intensywnie przeżyć doświadczenie jubileuszowe. W samym Rzymie, oprócz tradycyjnych szlaków w katakumbach i Siedmiu Kościołach, pojawią się także szlaki wiary. Przechodzenie z jednego kraju do drugiego, jakby granice zostały pokonane, przechodzenie z jednego miasta do drugiego w kontemplacji stworzenia i dzieł sztuki, pozwoli docenić różne doświadczenia i kultury, nosić w sobie piękno, które zharmonizowane z modlitwą, prowadzi do dziękczynienia Bogu za cuda, których dokonał. Kościoły jubileuszowe, wzdłuż szlaków oraz w Wiecznym Mieście, będą mogły być oazami duchowości, w których można odświeżyć drogę wiary i napić się ze źródeł nadziei, przede wszystkim przystępując do sakramentu pojednania, niezastąpionego punktu wyjścia dla prawdziwej drogi nawrócenia. W Kościołach partykularnych należy zwrócić szczególną uwagę na przygotowanie kapłanów i wiernych do spowiedzi oraz na dostępność tego sakramentu w formie indywidualnej.
Podczas tej pielgrzymki chciałbym skierować szczególne zaproszenie do wiernych Kościołów Wschodnich, zwłaszcza tych, którzy są już w pełnej komunii z Następcą Piotra. Oni, którzy tak wiele wycierpieli, często aż do śmierci, za swoją wierność Chrystusowi i Kościołowi, muszą czuć się szczególnie mile widziani w tym Rzymie, który jest Matką także dla nich, i który przechowuje wiele pamiątek ich obecności. Kościół katolicki, który jest ubogacony ich starożytnymi liturgiami, teologią i duchowością Ojców, mnichów i teologów, pragnie symbolicznie wyrazić gościnność dla nich i ich prawosławnych braci i sióstr, w czasie, gdy już doświadczają pielgrzymki Drogi Krzyżowej, przez którą często są zmuszeni do opuszczenia swoich ojczyzn, swoich świętych ziem, z których przemoc i niestabilność wypędzają ich do krajów bezpieczniejszych. Dla nich doświadczenie bycia miłowanymi przez Kościół, który ich nie opuści, ale pójdzie za nimi, dokądkolwiek się udadzą, czyni znak Jubileuszu jeszcze mocniejszym.
6. Rok Święty 2025 nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń łaski. W ostatnim zwyczajnym Jubileuszu przekroczono próg dwutysięcznej rocznicy narodzin Jezusa Chrystusa. Następnie, 13 marca 2015 roku ogłosiłem Jubileusz nadzwyczajny, którego celem było ukazanie i umożliwienie ludziom spotkania z „Obliczem Miłosierdzia” Boga[3], centralnym przepowiadaniem Ewangelii dla każdego człowieka w każdej epoce. Teraz nadszedł czas nowego Jubileuszu, w którym Drzwi Święte zostaną ponownie otwarte, aby dać żywe doświadczenie Bożej miłości, która wzbudza w sercu pewną nadzieję zbawienia w Chrystusie. Jednocześnie ten Rok Święty skieruje nas ku kolejnej fundamentalnej rocznicy dla wszystkich chrześcijan: w 2033 r. obchodzone będzie bowiem dwa tysiące lat Odkupienia dokonanego przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa. Przed nami zatem droga naznaczona wielkimi etapami, w której łaska Boża poprzedza i towarzyszy ludziom gorliwie kroczącym w wierze, czynnym w miłości i wytrwałym w nadziei (por. 1 Tes 1, 3).
Wspierany tak długą tradycją i mając pewność, że ten Rok Jubileuszowy będzie dla całego Kościoła intensywnym doświadczeniem łaski i nadziei, zarządzam, aby Drzwi Święte Bazyliki Świętego Piotra w Watykanie zostały otwarte 24 grudnia bieżącego roku, rozpoczynając w ten sposób Jubileusz Zwyczajny. W niedzielę, 29 grudnia 2024 r., otworzę Drzwi Święte mojej katedry Świętego Jana na Lateranie, która 9 listopada tego roku będzie obchodzić 1700. rocznicę poświęcenia. Następnie, 1 stycznia 2025 r., w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi zostaną otwarte Drzwi Święte papieskiej Bazyliki Matki Bożej Większej. Na koniec, w niedzielę 5 stycznia, zostaną otwarte Drzwi Święte papieskiej Bazyliki Świętego Pawła za Murami. Te trzy ostatnie Drzwi Święte zostaną zamknięte przed niedzielą 28 grudnia tego samego roku.
Postanawiam również, że w niedzielę 29 grudnia 2024 r., we wszystkich katedrach i konkatedrach, biskupi diecezjalni będą sprawować Eucharystię jako uroczyste otwarcie Roku Jubileuszowego, zgodnie z Rytuałem, który zostanie przygotowany na tę okazję. Podczas celebracji w kościele konkatedralnym, biskupa może zastąpić jeden z jego specjalnie wyznaczonych delegatów. Niech pielgrzymka z kościoła wybranego na collectio [tj. zgromadzenie], do katedry, będzie znakiem drogi nadziei, która oświecona Słowem Bożym jednoczy wierzących. Niech podczas tej pielgrzymki odczytywane będą niektóre fragmenty niniejszego Dokumentu i niech będzie ogłoszony ludowi Odpust Jubileuszowy, który będzie można uzyskać w Kościołach partykularnych, zgodnie z przepisami zawartymi w tym samym Rytuale obchodów Jubileuszu.
Podczas Roku Świętego, który w Kościołach partykularnych zakończy się w niedzielę 28 grudnia 2025 r., należy zatroszczyć się o to, aby Lud Boży mógł przyjąć z pełnym udziałem zarówno głoszenie nadziei łaski Bożej, jak i znaki potwierdzające jej skuteczność.
Jubileusz Zwyczajny zakończy się zamknięciem Drzwi Świętych Papieskiej Bazyliki
Świętego Piotra w Watykanie, 6 stycznia 2026 r., w uroczystość Objawienia Pańskiego. Oby
światło chrześcijańskiej nadziei dotarło do każdego człowieka, jako orędzie Bożej miłości
skierowane do wszystkich! Niech Kościół będzie wiernym świadkiem tego orędzia na całym
świecie!
Znaki nadziei
7. Oprócz czerpania nadziei z łaski Bożej, jesteśmy wezwani do odkrywania jej także w
znakach czasu, które daje nam Pan. Jak stwierdza Sobór Watykański II,
„Kościół zawsze jest zobowiązany do badania znaków czasu i ich
interpretowania w świetle Ewangelii, tak aby w sposób dostoswany do
każdego pokolenia mógł odpowiedzieć na odwieczne pytania ludzi o sens
życia doczesnego i przyszłego oraz o ich wzajemną relację”[4]. Konieczne
jest zatem zwrócenie uwagi na wiele dobra obecnego w świecie, aby nie
ulec pokusie przekonania o byciu pokonanym przez zło i przemoc. Jednak
znaki czasu, które zawierają tęsknotę ludzkiego serca, potrzebującego
zbawczej obecności Boga, domagają się, by zostały przekształcone w znaki
nadziei.
8. Niech pierwszy znak nadziei przełoży się na pokój dla świata, który po raz kolejny pogrąża się w tragedii wojny. Ludzkość niepomna na dramaty przeszłości, poddawana jest nowej i trudnej próbie, w której wiele ludów jest uciskanych przez brutalność przemocy. Czego jeszcze brakuje tym narodom, czego by jeszcze nie doznały? Jak to możliwe, że ich rozpaczliwe wołanie o pomoc nie pobudza przywódców narodów do zakończenia zbyt wielu regionalnych konfliktów, mimo świadomości konsekwencji, które mogą z nich wyniknąć na poziomie globalnym? Czy to zbyt wiele, by marzyć, aby broń umilkła i przestała przynosić zniszczenie i śmierć? Jubileusz przypomina nam, że ci, którzy stają się „wprowadzającymi pokój”, mogą być „nazwani dziećmi Bożymi” (Mt 5, 9). Potrzeba pokoju stanowi wyzwanie dla wszystkich i wymaga realizacji konkretnych projektów. Niech nie zabraknie zaangażowania dyplomacji w odważne i twórcze budowanie przestrzeni negocjacji, zmierzających do trwałego pokoju.
9. Spoglądanie w przyszłość z nadzieją oznacza również posiadanie wizji życia, pełnej
entuzjazmu, którą trzeba przekazywać. Niestety, musimy ze smutkiem
zauważyć, że w wielu sytuacjach, takiej perspektywy brakuje. Pierwszą
konsekwencją jest utrata pragnienia
przekazywania życia. Ze względu na szalone tempo życia, obawy o
przyszłość, brak gwarancji zatrudnienia i odpowiedniej ochrony socjalnej
oraz modele społeczne, w których program dyktuje pogoń za zyskiem, a
nie pielęgnowanie relacji, w wielu krajach jesteśmy świadkami
niepokojącego spadku wskaźnika urodzeń. Z drugiej strony, w innych
kontekstach, „obwinianie wzrostu demograficznego, a nie skrajnego i
selektywnego konsumpcjonizmu, jest sposobem na uniknięcie stawienia
czoła problemom” [5].
Otwartość na życie z odpowiedzialnym macierzyństwem i ojcostwem, jest projektem, który
Stwórca wpisał w serca i ciała mężczyzn i kobiet, jest misją, którą Pan
powierza małżonkom oraz ich miłości. Jest sprawą pilną, aby oprócz pracy
legislacyjnej państw, nie zabrakło
niepodważalnego wsparcia wspólnot wierzących i całej wspólnoty
obywatelskiej we wszystkich jej elementach, ponieważ pragnienie młodych
ludzi rodzenia nowych synów i córek, jako owoc płodności ich miłości,
daje przyszłość każdemu społeczeństwu i jest kwestią nadziei: zależy od
nadziei i rodzi nadzieję.
Wspólnota chrześcijańska nie może zatem ustępować nikomu miejsca we wspieraniu potrzeby społecznego przymierza na rzecz nadziei, które byłoby inkluzywne, a nie ideologiczne, i niech działa na rzecz przyszłości naznaczonej uśmiechem wielu chłopców i dziewczynek, którzy przychodzą, by wypełnić nazbyt wiele pustych kołysek w wielu częściach świata. Ale wszyscy, w rzeczywistości, potrzebują odzyskać radość życia, ponieważ istota ludzka, stworzona na obraz i podobieństwo Boga (por. Rdz 1, 26), nie może zadowolić się przetrwaniem lub wegetacją, dostosowaniem się do teraźniejszości, pozwalając zadowolić się jedynie rzeczywistością materialną. To zamyka w indywidualizmie i niszczy nadzieję, rodząc smutek, który zagnieżdża się w sercu, czyniąc ludzi zgorzkniałymi i niecierpliwymi.
10. W Roku Jubileuszowym będziemy wezwani do bycia namacalnymi znakami nadziei dla
wielu braci i sióstr żyjących w trudnych warunkach. Myślę o więźniach, którzy pozbawieni
wolności doświadczają każdego dnia, oprócz surowości osadzenia, pustki emocjonalnej,
nałożonych ograniczeń i, w wielu przypadkach, braku szacunku. Proponuję
rządom, aby w Roku Jubileuszowym podjęły inicjatywy przywracające
nadzieję; formy amnestii lub umorzenia wyroków, które mają pomóc ludziom
odzyskać wiarę w siebie i w społeczeństwo; procesy reintegracji
osadzonych ze wspólnotą, którym odpowiadałyby konkretne zobowiązania
więźniów do przestrzegania prawa.
Jest to starożytne wezwanie, które pochodzi ze Słowa Bożego i zachowuje całą swoją
wartość mądrościową w przywoływaniu aktów łaski i wyzwolenia,
pozwalające zacząć od nowa: „Będziecie święcić pięćdziesiąty rok,
obwieścicie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców” (Kpł 25,
10). To, co zostało ustanowione przez Prawo Mojżeszowe, zostało podjęte
przez proroka Izajasza: „Posłał mnie Pan, abym głosił dobrą nowinę
ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie
jeńcom i więźniom swobodę; abym obwieszczał rok łaski Pańskiej” (Iz 61,
1-2). Są to słowa, które Jezus uczynił własnymi na początku swojej
służby, ogłaszając w sobie wypełnienie „roku łaski Pańskiej” (por. Łk 4,
18-19). Niech w każdym zakątku ziemi, wierzący, zwłaszcza Pasterze,
będą wyrazicielami tych próśb, tworząc jeden głos, który odważnie domaga
się godnych warunków dla uwięzionych, poszanowania praw człowieka, a
przede wszystkim zniesienia kary śmierci, środka nieprzystającego do
wiary chrześcijańskiej i
niszczącego wszelką nadzieję na przebaczenie i odnowę[6]. Aby ofiarować
więźniom konkretny znak bliskości, sam pragnę otworzyć Drzwi Święte w
więzieniu, aby były one dla nich symbolem zachęcającym do patrzenia w
przyszłość z nadzieją i z odnowionym życiowym zaangażowaniem.
11. Niech znaki nadziei będą oferowane chorym, znajdującym się w domu, czy w szpitalu.
Niech ich cierpienie znajdzie ulgę w bliskości osób, które ich odwiedzają i w czułości, jaką
otrzymują. Dzieła miłosierdzia są również dziełami nadziei, które budzą w sercach uczucia
wdzięczności. A wdzięczność niech dotrze do wszystkich pracowników
służby zdrowia, którzy w nierzadko trudnych warunkach pełnią swoją
misję, troskliwie opiekując się chorymi i słabymi.
Niech nie zabraknie inkluzywnej troski o tych, którzy znajdując się w szczególnie trudnych
warunkach życia, doświadczają swej słabości, zwłaszcza jeśli cierpią z powodu chorób lub
niepełnosprawności, które znacznie ograniczają osobistą autonomię.
Troska o nich jest hymnem na cześć ludzkiej godności, pieśnią nadziei,
która domaga się zgodnego chóru całego społeczeństwa.
12. Znaki nadziei są również potrzebne tym, którzy sami w sobie ją reprezentują: młodym.
Niestety często widzą oni, jak rozpadają się ich marzenia. Nie możemy ich zawieść: na ich
entuzjazmie opiera się przyszłość. Miło widzieć, jak wyzwalają z siebie
energię, na przykład gdy zakasują rękawy i dobrowolnie angażują się w
sytuacjach katastrof i trudności społecznych. Ale smutno widzieć młodych
ludzi pozbawionych nadziei. Z drugiej strony, gdy przyszłość jest
niepewna i niedostępna dla marzeń, gdy studia nie oferują dobrego
startu, a brak pracy lub zatrudnienia wystarczająco stabilnego, grozi
zniwelowaniem pragnień, dochodzi wtedy do nieuniknionego zagrożenia
przeżywania teraźniejszości w melancholii i nudzie. Iluzja narkotyków,
ryzyko wykroczeń i pogoń za tym, co krótkotrwałe, powodują w nich
większy zamęt niż w innych, i ukrywają piękno i sens życia, powodując,
iż wpadają w mroczne otchłanie, i popychają ich do czynów
autodestrukcyjnych. Dlatego niech Jubileusz będzie dla Kościoła okazją
do impulsu wobec nich: z odnowioną pasją zatroszczmy się o chłopców i
dziewczęta, o studentów, narzeczonych, o młode pokolenia! Bliskość wobec
młodych, którzy są radością oraz nadzieją Kościoła i świata!
13. Nie może zabraknąć znaków nadziei dla migrantów, którzy opuszczają swoją ziemię w
poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swoich rodzin. Niech ich
oczekiwania nie będą niweczone przez uprzedzenia i zamknięcia.
Przyjęciu, które otwiera szeroko ramiona dla każdego, zgodnie z jego
godnością, powinna towarzyszyć odpowiedzialność, aby nikomu nie
odmawiano prawa do godnego życia. Niech liczni wygnańcy, uchodźcy i
uciekinierzy, których spory międzynarodowe zmuszają do ucieczki, by
uniknąć wojny, przemocy i dyskryminacji, mają zapewnione bezpieczeństwo
oraz dostęp do pracy i edukacji, będących niezbędnymi narzędziami do ich
integracji w nowym kontekście społecznym.
\Niech wspólnota chrześcijańska będzie zawsze gotowa bronić praw najsłabszych. Niech z
wielkodusznością otwiera szeroko drzwi gościnności, aby nikomu nigdy nie
zabrakło nadziei na lepszą przyszłość. Niech rozbrzmiewa w naszych
sercach słowo Pana, który w wielkiej
przypowieści o sądzie ostatecznym powiedział: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”,
ponieważ „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście
uczynili” (Mt 25, 35.40).
14. Na znaki nadziei zasługują osoby starsze, które często doświadczają samotności i poczucia opuszczenia. Docenianie skarbu, jakim są, ich doświadczenia życiowego, mądrości, którą niosą i wkładu, jaki mogą wnieść, jest zobowiązaniem dla wspólnoty chrześcijańskiej i społeczeństwa obywatelskiego, wezwanych do współpracy na rzecz przymierza między pokoleniami.
Szczególną myśl kieruję do dziadków i babć, którzy przekazują wiarę i mądrość życiową
młodszym pokoleniom. Niech będą wspierani wdzięcznością dzieci oraz
miłością wnuków, które znajdują w nich zakorzenienie, zrozumienie i
otuchę.
15. Z całego serca błagam o nadzieję dla
miliardów ubogich, którym często brakuje tego, co konieczne do życia. W
obliczu coraz to nowych fal zubożenia istnieje ryzyko przyzwyczajenia
się i rezygnacji. Nie możemy jednak odwracać wzroku od sytuacji tak
bardzo dramatycznych, które występują obecnie wszędzie, a nie tylko w
niektórych regionach świata. Każdego dnia spotykamy ludzi ubogich lub
zubożałych, a niekiedy mogą to być nasi sąsiedzi. Często nie mają domu
ani odpowiedniego pożywienia na co dzień. Doznają wykluczenia i
obojętności wielu osób. To skandal, że w świecie obdarzonym ogromnymi
zasobami, z których większość idzie na zbrojenia, ubodzy są „większością
[…], to miliardy ludzi. Wspomina się dziś o nich w międzynarodowych
debatach politycznych i gospodarczych, ale najczęściej wydaje się, że
ich problemy są poruszane jako
dodatek, jako kwestia, którą się dodaje niemal z obowiązku lub w sposób
marginalny, o ile nie są one postrzegane jako zwykły «negatywny efekt
uboczny». W rzeczywistości, kiedy dochodzi do konkretnych działań,
często pozostają na ostatnim miejscu”[7]. Nie zapominajmy: ubodzy są
niemal zawsze ofiarami, a nie winnymi.
Apele o nadzieję
16. Podejmując starożytne słowa proroków, Jubileusz przypomina, że dobra ziemi nie są
przeznaczone dla nielicznych uprzywilejowanych, lecz dla wszystkich. Trzeba, aby ci, którzy
posiadają bogactwo, byli hojni, dostrzegając oblicze swoich braci i
sióstr w potrzebie. Myślę w szczególności o tych, którym brakuje wody i
żywności: głód jest skandaliczną plagą w ciele naszego człowieczeństwa i
zachęca wszystkich do wstrząśnienia sumieniami. Ponawiam mój apel, aby
„z pieniędzy, wykorzystywanych na broń i inne wydatki wojskowe, stworzyć
Światowy Fundusz na rzecz ostatecznego wyeliminowania głodu i rozwoju
krajów najuboższych, aby ich mieszkańcy nie uciekali się do przemocy lub
rozwiązań podstępnych i nie byli zmuszani do opuszczania swoich krajów w
poszukiwaniu bardziej godnego życia”[8].
W związku z Rokiem Jubileuszowym chciałbym skierować jeszcze jedną serdeczną zachętę:
jest ona zaadresowana do najbogatszych narodów, aby uznały powagę tak
wielu podjętych decyzji i zgodziły się umorzyć długi krajów, które nigdy
nie będą mogły ich spłacić. Jest to nie tylko kwestia wielkoduszności,
ale przede wszystkim sprawiedliwości, zaostrzonej dziś przez nową formę
niesprawiedliwości, której staliśmy się świadomi: „Istnieje bowiem
prawdziwy «dług ekologiczny», w szczególności między Północą a
Południem, związany z mającym konsekwencje w dziedzinie ekologii brakiem
równowagi handlowej oraz z nieproporcjonalnym wykorzystywaniem zasobów
naturalnych, jakiego niektóre kraje dopuszczały się w przeszłości”[9].
Jak naucza Pismo Święte, ziemia należy do Boga, a my wszyscy mieszkamy
na niej jako „przybysze i osadnicy” (Kpł 25, 23). Jeśli naprawdę chcemy
przygotować drogę pokoju na świecie, zaangażujmy się w usuwanie
odległych przyczyn niesprawiedliwości, regulowanie niesprawiedliwych i niewypłacalnych długów oraz w zaspokajanie głodu.
17. Podczas nadchodzącego Jubileuszu przypadnie bardzo ważna rocznica dla wszystkich
chrześcijan. Upłynie bowiem 1700 lat od obchodów pierwszego wielkiego
soboru powszechnego, Soboru Nicejskiego. Warto pamiętać, że od czasów
apostolskich pasterze wielokrotnie zbierali się na zgromadzeniach w celu
rozpatrzenia kwestii doktrynalnych i dyscyplinarnych. W pierwszych
wiekach wiary, synody mnożyły się zarówno na chrześcijańskim Wschodzie,
jak i na Zachodzie, pokazując, jak ważne było zachowanie jedności Ludu
Bożego i wierne głoszenie Ewangelii. Rok Jubileuszowy może być ważną
okazją do ukonkretnienia tej formy synodalnej, którą wspólnota
chrześcijańska postrzega dziś jako coraz bardziej konieczny wyraz, aby
lepiej odpowiedzieć na pilną potrzebę ewangelizacji: wszyscy ochrzczeni,
każdy z własnym charyzmatem i posługą,
współodpowiedzialni, aby wielorakie znaki nadziei świadczyły o obecności Boga w świecie.
Sobór Nicejski miał za zadanie zachowanie jedności, poważnie zagrożonej przez zaprzeczenie pełnej boskości Jezusa Chrystusa i Jego współistotności z Ojcem. Uczestniczyło w nim około trzystu biskupów, którzy zebrali się w pałacu cesarskim zwołanym przez cesarza Konstantyna, w dniu 20 maja 325 r. Po różnych debatach, wszyscy oni, dzięki łasce Ducha Świętego, uznali Symbol Wiary, który do dziś wyznajemy w niedzielnej celebracji eucharystycznej. Ojcowie Soboru chcieli rozpocząć ten Symbol od użycia po raz pierwszy wyrażenia „Wierzymy”[10], aby zaświadczyć, że w tym „My” wszystkie Kościoły były w jedności, a wszyscy chrześcijanie wyznawali tę samą wiarę.
Sobór Nicejski jest kamieniem milowym w dziejach Kościoła. Jego rocznica zachęca
chrześcijan do zjednoczenia się w uwielbieniu i dziękczynieniu Trójcy
Świętej, a w szczególności Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu, „z
substancji Ojca”[11], który objawił nam tę tajemnicę miłości. Ale Nicea
stanowi również zaproszenie dla wszystkich Kościołów i Wspólnot
kościelnych, aby podążały drogą ku widzialnej jedności, niestrudzenie
poszukując odpowiednich form, które w pełni odpowiadałyby modlitwie
Jezusa: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w
Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie
posłałeś” (J 17, 21).
Sobór Nicejski zajmował się również datowaniem Wielkanocy. W tym względzie, jeszcze
do dziś istnieją różne stanowiska, które uniemożliwiają świętowanie
wydarzenia założycielskiego wiary tego samego dnia. Dzięki
opatrznościowym okolicznościom nastąpi to dokładnie w 2025 r. Niech
będzie to wezwaniem dla wszystkich chrześcijan Wschodu i Zachodu do
podjęcia zdecydowanego kroku w kierunku jedności wokół wspólnej daty
Wielkanocy. Należy pamiętać, że wiele osób nie jest już świadomych
diatryb z przeszłości i nie rozumie, jak mogą istnieć podziały w tym
względzie. Wielu, o czym warto pamiętać, nie jest już świadomych tyrad z
przeszłości i nie rozumie, jak w tym względzie mogą istnieć podziały.
Zakotwiczeni w nadziei
18. Nadzieja, wraz z wiarą i miłością, tworzy tryptyk „cnót teologalnych”, które wyrażają istotę życia chrześcijańskiego (por. 1 Kor 13, 13; 1 Tes 1, 3). W ich nierozerwalnym dynamizmie, nadzieja jest tą, która niejako nadaje orientację, wskazuje kierunek i cel chrześcijańskiej egzystencji. Dlatego Paweł Apostoł zachęca nas: „Weselcie się nadzieją. W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie – wytrwali!” (Rz 12, 12). Tak, musimy „być bogaci w nadzieję” (por. Rz 15, 13), aby w sposób wiarygodny i pociągający dawać świadectwo wiary i miłości, które nosimy w naszych sercach; aby wiara była radosna, miłość entuzjastyczna; aby każdy był w stanie podarować choćby tylko uśmiech, gest przyjaźni, braterskie spojrzenie, szczere wysłuchanie, bezinteresowną posługę, wiedząc, że w Duchu Jezusa może to stać się owocnym ziarnem nadziei dla tych, którzy je przyjmują. Ale jaki jest fundament naszej nadziei? Aby to zrozumieć, dobrze zastanowić się nad motywami naszej nadziei (por. 1 P 3,15).
19. „Wierzę w żywot wieczny”[12]. W ten sposób wyznajemy naszą wiarę, a chrześcijańska
nadzieja znajduje w tych słowach fundamentalną podstawę. Jest ona bowiem
„cnotą teologalną, dzięki której pragniemy jako naszego szczęścia […]
życia wiecznego” [13]. Powszechny Sobór Watykański II stwierdza: „Jeżeli
brakuje Bożego fundamentu i nadziei życia wiecznego, godność człowieka,
jak to się często dzisiaj stwierdza, doznaje bardzo poważnego
uszczerbku, a tajemnice życia i śmierci, winy i cierpienia pozostają bez
rozwiązania, tak że ludzie nierzadko popadają w zwątpienie” [14]. My
natomiast, na mocy nadziei, w której zostaliśmy zbawieni, patrząc na
upływający czas, mamy pewność, że dzieje ludzkości i każdego z nas nie
biegną w kierunku ślepego zaułku czy ciemnej otchłani, ale są
ukierunkowane na spotkanie z Panem chwały. Żyjmy zatem w oczekiwaniu na
Jego powrót i w nadziei życia wiecznego w Nim: to w tym duchu czynimy
naszym poruszające wezwanie pierwszych chrześcijan, którym kończy się
Pismo Święte: „Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 20).
20. Jezus, który umarł i zmartwychwstał, jest centrum naszej wiary. Św. Paweł, wyrażając tę treść w kilku słowach, używając tylko czterech czasowników przekazuje nam „rdzeń” naszej nadziei: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu” (1 Kor 15, 3-5). Chrystus umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał, ukazał się. Dla nas przeszedł przez dramat śmierci. Miłość Ojca wskrzesiła Go w mocy Ducha, czyniąc z Jego człowieczeństwa pierwociny wieczności dla naszego zbawienia. Chrześcijańska nadzieja polega właśnie na tym: w obliczu śmierci, gdzie wszystko wydaje się kończyć, otrzymujemy pewność, że dzięki Chrystusowi, dzięki Jego łasce przekazanej nam w chrzcie, „życie […] zmienia się, ale się nie kończy”[15] na zawsze. W chrzcie bowiem, pogrzebani razem z Chrystusem, otrzymujemy w Nim zmartwychwstałym dar nowego życia, które burzy mur śmierci, czyniąc z niej przejście do wieczności.
I o ile w obliczu śmierci, bolesnej rozłąki, która zmusza nas do opuszczenia najdroższych
nam osób, nie jest dozwolona jakakolwiek retoryka, to Jubileusz da nam
możliwość odkrycia na nowo, z ogromną wdzięcznością, daru tego nowego
życia otrzymanego w chrzcie, które jest w stanie przekształcić ten
dramat. Ważne, aby w kontekście Jubileuszu zastanowić się, jak rozumiano
tę tajemnicę od pierwszych wieków wiary. Na przykład, przez długi czas
chrześcijanie budowali chrzcielnicę w kształcie ośmiokąta, i także
dzisiaj możemy podziwiać wiele starożytnych baptysteriów, które
zachowały ten kształt, jak w Rzymie u Świętego Jana na Lateranie.
Wskazuje on, że w chrzcielnicy inaugurowany jest ósmy dzień, to znaczy
dzień zmartwychwstania, dzień, który wykracza poza zwykły rytm,
naznaczony upływem każdego tygodnia, otwierając w ten sposób cykl czasu
na wymiar wieczności, na życie, które trwa wiecznie: jest to cel, do
którego dążymy w naszej ziemskiej pielgrzymce (por. Rz 6, 22).
Najbardziej przekonujące świadectwo tej nadziei dają nam męczennicy, którzy niezachwiani
w wierze w zmartwychwstałego Chrystusa, byli w stanie wyrzec się życia
tu na ziemi, aby nie zdradzić swego Pana. Są oni obecni we wszystkich
wiekach i są liczni, być może bardziej niż kiedykolwiek, w naszych
czasach, jako wyznawcy życia, które nie zna końca. Musimy strzec ich
świadectwa, aby nasza nadzieja była owocna.
Ci męczennicy, należący do różnych tradycji
chrześcijańskich, są także ziarnami jedności, ponieważ wyrażają
ekumenizm krwi. Dlatego moim gorącym życzeniem jest, aby podczas
Jubileuszu nie zabrakło celebracji ekumenicznej, która umożliwi ukazanie
bogactwa świadectwa
tych męczenników.
21. Co zatem stanie się z nami po śmierci? Z Jezusem za tym progiem jest życie wieczne, które polega na pełnej komunii z Bogiem, na kontemplacji i uczestnictwie w Jego nieskończonej miłości. To, czym teraz żyjemy w nadziei, zobaczymy w rzeczywistości. Św. Augustyn pisał na ten temat: „Kiedy do Ciebie przywrę całą moją istotą, skończy się dla mnie wszelki ból i wszelki trud. Wtedy moje życie będzie naprawdę żywe, całe napełnione Tobą”[16]. Co zatem będzie charakteryzować taką pełnię komunii? Bycie szczęśliwym. Szczęście jest powołaniem istoty ludzkiej, celem, który dotyczy każdego.
Ale czym jest szczęście? Jakiego szczęścia oczekujemy i pragniemy? Nie przelotnej radości,
ulotnej satysfakcji, która raz osiągnięta, domaga się coraz więcej, w
spirali chciwości, w której ludzka dusza nigdy nie jest nasycona, lecz
coraz bardziej pusta. Potrzebujemy szczęścia, które jest definitywnie
spełnione w tym, co nas spełnia, to znaczy w miłości, abyśmy mogli
powiedzieć, już teraz: Jestem kochany, a zatem istnieję; i będę istniał
na zawsze w Miłości, która nie zawodzi i od której nic i nikt nigdy nie
będzie w stanie mnie oddzielić. Przypomnijmy raz jeszcze słowa Apostoła:
„Jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani
Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co
wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas
odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”
(Rz 8, 38-39).
22. Inną rzeczywistością związaną z życiem wiecznym jest sąd Boży, zarówno na końcu
naszego życia, jak i na końcu czasów. Sztuka często próbowała to
przedstawić – pomyślmy o arcydziele Michała Anioła w Kaplicy
Sykstyńskiej – przyjmując teologiczną koncepcję czasu i przekazując
widzowi poczucie lęku. Jeśli słuszne jest przygotowanie się z wielką
świadomością i powagą na moment, który podsumowuje życie, to
jednocześnie musimy zawsze czynić to w wymiarze nadziei, cnoty
teologalnej, która podtrzymuje życie i pozwala nam nie popaść w lęk. Sąd
Boga, który jest miłością (por. 1 J 4, 8.16), nie może nie opierać się
na miłości, zwłaszcza na tym, czy praktykowaliśmy ją wobec najbardziej
potrzebujących, w których Chrystus, sam Sędzia, jest obecny (por. Mt 25,
31-46). Idzie zatem o osąd inny niż osąd ludzi i ziemskich sądów;
należy go rozumieć jako relację prawdy z Bogiem-miłością i z samym sobą w
niezgłębionej tajemnicy Bożego miłosierdzia. Pismo Święte stwierdza w
tym względzie: „Nauczyłeś lud swój […], że sprawiedliwy powinien być
dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach
dajesz nawrócenie. […] byśmy oczekiwali miłosierdzia, gdy na nas sąd
przyjdzie” (Mdr
12, 19.22). Jak napisał Benedykt XVI, „W chwili Sądu Ostatecznego doświadczamy i
przyjmujemy, że Jego miłość przewyższa całe zło świata i zło w nas. Ból
miłości staje się naszym zbawieniem i naszą radością”[17].
Sąd dotyczy więc zbawienia, w które ufamy i które Jezus dla nas wyjednał przez swoją
śmierć i zmartwychwstanie. Jego celem jest zatem otwarcie nas na
ostateczne spotkanie z Nim. A ponieważ w tym kontekście nie można
myśleć, że wyrządzone zło pozostałoby ukryte, musi ono zostać
oczyszczone, aby umożliwić nam ostateczne przejście do Bożej miłości.
Rozumiemy zatem potrzebę modlitwy za tych, którzy zakończyli swoją
ziemską wędrówkę, solidarności w modlitewnym wstawiennictwie, które
znajduje swoją skuteczność w komunii świętych, we wspólnej więzi, która
jednoczy nas w Chrystusie, pierworodnym wobec każdego stworzenia. Tak
więc odpust jubileuszowy, na mocy modlitwy, jest przeznaczony w
szczególny sposób dla tych, którzy odeszli przed nami, aby mogli
otrzymać pełnię miłosierdzia.
23. Odpust, istotnie, pozwala nam odkryć, jak nieograniczone jest miłosierdzie Boga. To nie
przypadek, że w starożytności termin „miłosierdzie” był używany
zamiennie z terminem „odpust”, właśnie dlatego, że ma wyrażać pełnię
Bożego przebaczenia, które nie zna granic.
Sakrament pokuty upewnia nas, że Bóg gładzi nasze grzechy. Słowa Psalmu powracają ze
swoim ładunkiem pocieszenia: „On odpuszcza wszystkie twoje winy, On leczy wszystkie twe
niemoce. On życie twoje wybawia od zguby, On wieńczy Cię łaską i
zmiłowaniem. […] Miłosierny Pan i łagodny, nieskory do gniewu i bogaty w
łaskę. […] Nie postępuje z nami według naszych grzechów, ani według win
naszych nam nie odpłaca. Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią, tak
trwała jest Jego łaska dla tych, co się Go boją. Jak jest odległy schód
od zachodu, tak daleko odsuwa od nas nasze występki” (Ps 103,
3-4.8.10-12). Sakramentalne pojednanie jest nie tylko piękną
sposobnością duchową, ale stanowi decydujący, istotny i niezbędny krok
na drodze wiary każdego człowieka. Tam pozwalamy Panu zniszczyć nasze
grzechy, uleczyć nasze serca, podnieść nas i objąć, abyśmy poznali Jego
czułe i współczujące oblicze. Nie ma bowiem lepszego sposobu
na poznanie Boga niż pozwolenie Mu, by nas pojednał ze sobą (por. 2 Kor
5, 20), rozkoszując się Jego przebaczeniem. Nie rezygnujmy zatem ze
spowiedzi, ale odkryjmy na nowo piękno sakramentu uzdrowienia i radości,
piękno przebaczenia grzechów!
Jednakże, jak wiemy z osobistego doświadczenia, grzech „pozostawia ślad”, pociąga za sobą konsekwencje: nie tylko zewnętrzne, jeśli chodzi o następstwa popełnionego zła, ale także wewnętrzne, ponieważ „każdy grzech, nawet powszedni, powoduje ponadto nieuporządkowane przywiązanie do stworzeń, które wymaga oczyszczenia, albo na ziemi, albo po śmierci, w stanie nazywanym czyśćcem”[18]. Tak więc w naszym słabym i skłonnym do zła człowieczeństwie trwają „pozostałe skutki grzechu”. Są one usuwane przez odpust, zawsze dzięki łasce Chrystusa, który, jak pisał św. Paweł VI, jest „naszym «odpustem»” [19]. Penitencjaria Apostolska wyda przepisy umożliwiające uzyskanie i skuteczne praktykowanie jubileuszowego odpustu.
Takie doświadczenie, pełne przebaczenia, pozwala otworzyć serce i umysł na przebaczenie.
Przebaczenie nie zmienia przeszłości, nie może zmienić tego, co już się
wydarzyło; a mimo to przebaczenie może umożliwić przemianę przyszłości i
życie w odmienny sposób, bez urazy, rozgoryczenia i zemsty. Przyszłość
oświecona przebaczeniem pozwala na odczytanie przeszłości innymi,
bardziej pogodnymi oczami, choć wciąż wyżłobionymi łzami.
Podczas ostatniego Nadzwyczajnego Jubileuszu ustanowiłem Misjonarzy Miłosierdzia,
którzy nadal wypełniają ważną misję. Niech pełnią swoją posługę także
podczas nadchodzącego Jubileuszu, przywracając nadzieję i przebaczając
za każdym razem, gdy grzesznik zwraca się do nich z otwartym sercem i
skruszoną duszą. Niech nadal będą narzędziami pojednania i pomagają
patrzeć w przyszłość z nadzieją serca, która pochodzi z miłosierdzia
Ojca. Mam nadzieję, że biskupi będą mogli skorzystać z ich cennej
posługi, zwłaszcza wysyłając ich do miejsc, w których nadzieja jest
poddawana ciężkiej próbie, takich jak więzienia, szpitale i miejsca, w
których deptana jest godność osoby, w najtrudniejszych sytuacjach i w
kontekstach największej degradacji, aby nikt nie był pozbawiony
możliwości otrzymania przebaczenia i pocieszenia Boga.
24. Nadzieja znajduje swoje najwznioślejsze świadectwo w Matce Bożej. W Niej widzimy, że
nadzieja nie jest łatwowiernym optymizmem, lecz darem łaski w realizmie
życia. Jak każda mama, za każdym razem, gdy patrzyła na swego Syna,
myślała o Jego przyszłości i z pewnością w Jej sercu pozostały wyryte te
słowa, które Symeon skierował do Niej w świątyni: „Oto Ten przeznaczony
jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu
sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie” (Łk 2, 34-35). A u
stóp krzyża, gdy widziała, jak niewinny Jezus cierpi i umiera, chociaż
odczuwała potworny ból, powtórzyła swoje „tak”, nie tracąc nadziei i
ufności w Panu. W ten sposób współpracowała dla nas w wypełnianiu tego,
co powiedział Jej Syn, zapowiadając, że będzie musiał „wiele cierpieć,
że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie;
że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 8, 31). A w
udręce tego bólu, ofiarowanego z miłości, stała się naszą Matką, Matką
nadziei. To nie przypadek, że pobożność ludowa stale przyzywa
Najświętszą Dziewicę jako Stella Maris [tj. Gwiazdę Morza], tytuł
wyrażający pewną nadzieję, że w burzliwych wydarzeniach życia Matka Boża
przychodzi nam na pomoc, wspiera nas i zaprasza do ufności i do
zachowania nadziei.
W tym kontekście chciałbym przypomnieć, że Sanktuarium Matki Bożej z Gwadelupy, w
Mieście Meksyku, przygotowuje się do obchodów 500. rocznicy pierwszego
objawienia Dziewicy w 2031 r. Za pośrednictwem młodego Juana Diego,
Matka Boża zaniosła rewolucyjne przesłanie nadziei, które do dziś
powtarza wszystkim pielgrzymom i wiernym: „Czyż oto nie ma tu mnie,
twojej Matki?”[20]. Podobne przesłanie jest odciśnięte w sercach wielu
sanktuariów maryjnych na całym świecie, będących celem licznych
pielgrzymów, którzy powierzają Matce Bożej swoje troski, cierpienia i
oczekiwania. Niech w tym Roku Jubileuszowym sanktuaria będą świętymi
miejscami gościnności i uprzywilejowanymi przestrzeniami budzenia
nadziei. Zachęcam pielgrzymów przybywających do Rzymu, do zatrzymania
się na modlitwie w sanktuariach maryjnych Wiecznego Miasta, aby oddać
cześć Dziewicy Maryi i przyzywać Jej opieki. Jestem przekonany, że
wszyscy, zwłaszcza cierpiący i udręczeni, będą mogli doświadczyć
bliskości najczulszej z mam, która nigdy
nie opuszcza swoich dzieci, która dla świętego Ludu Bożego jest „znakiem niezachwianej nadziei i pociechy”[21].
25. Podążając w kierunku Jubileuszu, powróćmy do Pisma Świętego i usłyszmy te słowa
skierowane do nas: „My, którzyśmy się uciekli do uchwycenia
zaofiarowanej nadziei, trzymajmy się jej jak bezpiecznej i silnej dla
duszy kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik
wszedł za nas” (Hbr 6, 18-20). Jest to mocne wezwanie, aby nigdy nie
tracić nadziei, którą otrzymaliśmy, aby trzymać się jej, znajdując
schronienie w Bogu.
Obraz kotwicy jest sugestywny, aby zrozumieć stabilność i bezpieczeństwo, jakie mamy
pośród wzburzonych wód życia, jeśli polegamy na Panu Jezusie. Burze
nigdy nie mogą zwyciężyć, ponieważ jesteśmy zakotwiczeni w nadziei
łaski, która jest w stanie uczynić nas żyjącymi w Chrystusie,
przezwyciężając grzech, lęk i śmierć. Ta nadzieja, znacznie większa niż
satysfakcje każdego dnia i poprawa warunków życia, przenosi nas ponad
próby i zachęca, byśmy szli, nie tracąc z oczu wielkości celu, do
którego jesteśmy powołani – Nieba.
Zbliżający się Jubileusz będzie zatem Rokiem Świętym, charakteryzującym się nadzieją,
która nie gaśnie, nadzieją w Bogu. Oby pomógł nam odkryć na nowo
niezbędną ufność, zarówno w Kościele, jak i w społeczeństwie, w
relacjach międzyludzkich, w stosunkach międzynarodowych, w promowaniu
godności każdej osoby i w szacunku dla stworzenia. Niech świadectwo
wiary będzie w świecie zaczynem prawdziwej nadziei, głoszeniem nowych
niebios i nowej ziemi (por. 2 P 3, 13), gdzie możemy mieszkać w
sprawiedliwości i zgodzie między narodami, dążąc do wypełnienia
obietnicy Pana.
Pozwólmy, by od teraz pociągnęła nas nadzieja i pozwólmy, by przez nas stała się zaraźliwa
dla tych, którzy jej pragną. Niech nasze życie mówi im: „Ufaj Panu, bądź
mężny, niech się twe serce umocni, ufaj Panu!” (Ps 27, 14). Niech moc
nadziei wypełnia naszą teraźniejszość, w ufnym oczekiwaniu na powrót
Pana Jezusa Chrystusa, któremu niech będzie cześć i chwała teraz i na
przyszłe wieki.
W Rzymie, u Świętego Jana na Lateranie, dnia 9 maja 2024, w uroczystość Wniebowstąpienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, w jedenastym roku mego Pontyfikatu.
FRANCISZEK
_______________________
[1] Mowa 198, w: Wybór Mów, tłum. ks. Jan Jaworski, Warszawa 1973, s. 69.
[2] Por. Pieśń słoneczna, 6. 10, w: Pisma św. Franciszka z Asyżu. Teksty łacińskie i starowłoskie w polskim przekładzie,
Kraków 2009, s. 237.
[3] Por. Misericordiae Vultus, Bulla ogłaszająca Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia, 1-3.
[4] Konst. duszp. Gaudium et spes o Kościele w świecie współczesnym (7 grudnia 1965), 4.
[5] Enc. Laudato si’ (24 maja 2015), 50.
[6] Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2267.
[7] Enc. Laudato si’, 49.
[8] Enc. Fratelli tutti (3 października 2020), 262.
[9] Enc. Laudato si’, 51.
[10] Breviarium Fidei, Poznań 1989, s. 611.
[11] Tamże.
[12] Breviarium Fidei, dz. cyt., s. 608.
[13] Katechizm Kościoła Katolickiego, 1817.
[14] Konst. duszpast. Gaudium et spes, 21.
[15] Mszał Rzymski, 1. Prefacja o zmarłych.
[16] Wyznania, X, 28, tłum. Z. Kubiak, Warszawa 1992, s. 312-313.
[17] Enc. Spe salvi, 47.
[18] Katechizm Kościoła Katolickiego, 1472.
[19] List apost. Apostolorum limina (23 maja 1974), II.
[20] Nican Mopohua, 119.
[21] Sobór Wat. II, Konst. dogmat. Lumen gentium o Kościele, 68.
vaticannews.va